To nie jest książka o polityce - nie jest to także książka o problemach małych miast, czy o bezrobociu - choć można początkowo odnieść takie wrażenie. Czytelnik nie powinien jej przeglądać. Tak jak nie można przeglądać losów tych, o których pisze Mariusz Szczygieł. Trzeba w nie wniknąć. Bohaterami książki są mieszkańcy miasteczek takich jak Złotoryja czy Raciążek. Luszie, którzy z całą pewnością nie są ulubieńcami losu, a jednak potrafią się cieszyć i marzyć... Właśnie to jest ich siła, która może doprowadzić do zmiany środy w niedzielę... To książka o pragnieniach pozamykanych w "ścianach" nie do przbicia. W murach małych miast, gdzie jeśli nawet jest kino, to odwiedza je zaledwie kilka osób. Pragnieniach czasami absurdalnych, jak to pewnej starszej pani, która chce przed śmiercią rozsypać pieniądze na ulicy i patrzeć jak inni się po nie schylają.
Mariusz Szczygieł doskonale opowiada. Nie sili się na literackie metafory, a jego książka jest dowodem, że nie trzeba wielu słów, by mówić o sprawach ważnych. "Moje życie, mój świat zaczął się w Raciążu i w Raciążu się skończy" - podsumowuje jeden z nich. Bo dla każdego z bohaterów jego sprawa, jego życie są najważniejsze.
Remigiusz Grzela