To jest ilustrowany dodatek do rozdziału "Dowód miłości" w książce "Gottland".
W antykwariacie w Pradze znalazłem broszurę propagandową z 1954 r. ze zdjęciami
budowy pomnika Stalina w Pradze. [Dla niezorientowanych - stał naprzeciw mostu Czecha (Čechův most)]. Dziś w tym miejscu na wzgórzu
waha się wahadło, wielki praski metronom.
Niestety,
broszura jest niepodpisana, nie podano autora zdjęć, wydawnictwo Orbis nie istnieje, więc nie wiem, kto
ma prawa do tych fotografii. Jeśli ktoś ma wiedzę na ten temat, proszę o kontakt.
Majitel snímků stavby není znám. Pokud někdo ví něco o tom, kdo je
vlastníkem uvedených snímků, prosím o vzkaz.
"Swemu wyzwoilicielowi - lud czechosłowacki".
"Osvoboditel", to także "wybawca". I w kontekście sacrum, jakim ten pomnik stał się w zdesakralizowanej rzeczywistości, "wybawca" pasuje chyba bardziej.
Stalin stoi na czele zastępu ludzi. W jednej dłoni
trzyma książkę, drugą ma założoną na piersiach za płaszcz.
Po lewej — radzieckiej — stronie za Stalinem idzie
robotnik ze sztandarem, potem agrobiolog, partyzantka, a na końcu radziecki
żołnierz, który ogląda się za siebie.
Po prawej — czechosłowackiej — stronie Stalina idą:
robotnik ze sztandarem, kobieta ze wsi, naukowiec i czechosłowacki żołnierz
spoglądający do tyłu.
Odważni zaczęli szeptać, że to Stalin, któremu
wszyscy włażą w dupę.
Tylko jeden jego guzik — powtarzano — będzie
wielkości bochna chleba.
Wysokość pomnika — 30 metrów, wysokość Stalina — 15,
razem — 10 przedwojennych pięter. Długość stopy — dwa metry.
Całość z granitu (w ogóle niepasująca do
piaskowcowej Pragi, ale granit, w przeciwieństwie do piaskowca, wytrzyma
stulecia) ma stanąć na wzgórzu Letná i być konkurencją dla Zamku. Swymi
rozmiarami ma miażdżyć przeszłość. Będzie widoczny z placu Staromiejskiego,
stanie dokładnie na przedłużeniu ulicy Paryskiej i mostu Čecha.
Aby wyprodukować takiego Stalina, potrzeba 260
bloków granitu, każdy o wymiarach 2 x 2 x 2 m.
Pierwsze obawy o pomnik lud wyraża dwa lata po
ogłoszeniu konkursu. Szkice, makiety i rysunki Šveca wystawiono obywatelom do
konsultacji i odbywa się debata o „nowym klejnocie Pragi”.
— Martwię się, że postacie z daleka zleją się w
jedno i że Stalina nie będzie wystarczająco widać.
— Dlaczego ostatnie figury spoglądają do tyłu?
Wydaje mi się to zbyt awangardowe — ludzie mnożą wątpliwości.
— Spoglądają z powodów ideowych — odpowiada Švec. —
Chodzi o zapewnienie życia w spokoju, o obronę. Spoglądają też z powodów
kompozycyjnych, aby z tyłu pomnika był ładny widok, a nie żołnierz od tyłu.
— Dlaczego jako artysta chcecie, towarzyszu, na
pomniku bronić naszego ludu?
— Obrona na tyłach jest potrzebna, aby ludzie,
którzy są umieszczeni z przodu, byli spokojniejsi — tłumaczy rzeźbiarz.
Modele pozujący do pomnika mieli być statystami z
wytwórni filmowej Barrandov.
Powtarzano potem, że mężczyzna, który został
Stalinem, zapił się na śmierć. Nikt nie znał jego nazwiska, cała Praga mówiła
do niego „Stalin” i jego psychika tego nie wytrzymała.
Rzeźbiarz Švec i architekci Štursowie budują po kolei modele pomnika z
gliny. Najpierw jedno-, potem trzymetrowy.
Partia i rząd obserwują Šveca. Protokół uwag na jego
temat podczas spotkania władzy z artystą 4 stycznia 1951 roku to 12 stron
maszynopisu.
Postać Stalina nie góruje nad całością! Premier
Zápotocký mówi, że już w glinie powinno być widoczne, że chodzi o pomnik
Stalina — odważnego człowieka. — Autor przy realizacji chyba zaczyna się bać
własnych myśli — dodaje.
Ośmiu ministrów i premier debatują, czy zniżyć
postacie za Stalinem, czy podnieść wodza na jakimś dodatkowym postumencie.
Pomnik nie ma prawa z dali wyglądać jak sarkofag!
Postacie za Stalinem są zbyt dekoracyjne.
Czy autor potrafi zająć się swym dziełem głębiej?
Dlaczego nie chce tworzyć modeli z gliny i pokazywać władzy?
Premier stwierdza na koniec, że Otakar Švec boi się
własnego pomnika.
Artysta nie słyszy tego wszystkiego, razem ze współpracownikami
zaproszono go na spotkanie 45 minut później. Najpierw tłumaczy się architekt
Štursová: celowo postaci Stalina nie podnosili, gdyż w ten sposób odciągnęliby
go od ludu, a przecież on lud prowadzi i z niego się wywodzi.
Švec tłumaczy władzy, że jeśli na jej życzenie
Stalin ma różnić się wysokością od reszty, to znaczy, że pomnik będzie miał
dwie różne skale. — Z artystycznego punktu widzenia jest to nie do zniesienia —
mówi.
Rząd kupuje mu większe atelier, dotychczasowe staje
się za małe. Przedstawiciele partii teraz będą organizować narady w jego
pracowni.
Przychodzą z własnymi scyzorykami.
Za każdym razem wkładają je w glinę i przycinają
głowy ludzi za Stalinem.
Cztery miesiące po pierwszym upomnieniu Švec dostaje
następne. Władza upomina go też w 1952, w 1953 i w 1954 roku.
Mijają cztery lata, już od dawna nad blokami granitu
pracują kamieniarze, stoją rusztowania i dźwig, a jeszcze poleca się autorowi,
żeby „zmiękczył i zmienił niektóre sylwetki, by nie sprawiały wrażenia
despotycznych”. Švec sprowadza do pracowni kobiety, pije z nimi.
Stawia się na wyjaśnienia.
Rok przed odsłonięciem pomnika jego żona nie
wytrzymuje tej sytuacji i odkręca w łazience gaz.
Švec znajduje ją martwą w wannie.
Pojawiają się nowe wątpliwości, z którymi na
szczęście rzeźbiarz akurat nie ma nic wspólnego. Otóż kamienny Stalin przyszedł
do Pragi, stanął nad rzeką i spogląda na cudowne miasto.
Jednak przyszedł ze wschodu, więc dlaczego stoi na
brzegu zachodnim?
Gdyby wchodził, wtedy musiałby stanąć przy rzece,
ale tyłem do miasta. Więc raczej nie wchodzi.
Jeżeli nie wchodzi, to może wychodzi?
Tylko z jakiego powodu?
Co mu się w socjalistycznej
Pradze nie podoba?
Ledwo przeszedł Wełtawę i już się odwraca?
Dlaczego patrzy na wschód?
A może wszedł i tylko ot, tak, z nostalgią, ogląda
się za siebie?
Z setek stron, jakie zapisuje się w związku z
pomnikiem na czechosłowackich maszynach do pisania, a potem utajnia, wynika, że
mnożenie wątpliwości to bieg, którego meta jest nieznana — nikt nie jest w
stanie przewidzieć, kiedy i jak się skończy. A każda rzecz natychmiast może
zamienić się w swoje zaprzeczenie.
Jest wieczór, jakiś czas przed odsłonięciem.
Otakar Švec wychodzi z pracowni, bierze taksówkę i jedzie pod Letną spojrzeć incognito na pomnik.
Pyta taksówkarza, co sądzi o dziele.
— Coś panu pokażę — mówi taksówkarz. — Niech pan się przyjrzy sowieckiej stronie.
\
— A co tam jest?
— No chyba widać. Przecież partyzantka trzyma żołnierza za rozporek.
— Co?!
— Panie, jak go odsłonią, to tego, co to projektował, na sto procent rozstrzelają.
Otakar Švec wraca do pracowni i tam popełnia samobójstwo.
Wiadomość o śmierci jest tajna, nikt nie ma prawa podać jej do
publicznej wiadomości.
Nazwisko Šveca nie pojawia się na pomniku.
1 maja 1955 roku, podczas uroczystości odsłonięcia,
ogłasza się, że autorem pomnika jest Czechosłowacki Lud.
Teksty pod zdjęciami są fragmentem książki "Gottland" i są chronione prawami autorskimi.
PS. Ponieważ kilka osób już przysłało miłe maile dotyczące tych zdjęć a niektórzy szperacze, "fani-antykwariacze" pytali, czy broszurka była droga, to powiem może tutaj: kosztowała 200 Kc czyli mniej więcej 30-32 PLN. Cena oryginlna sprzed 50 lat - 5 Kc.
Mam juz okladke mojej nowej ksiazki. Moze jeszcze beda jakies poprawki liternictwa, zeby mi Jezus Chrystus Davida Černego nie zjadl tytulu ani nazwiska. Jestem...