Akt czeski czyli jak nie dopuszczam do zdjęcia zdjęcia
Właśnie teraz w maju
można oglądać w Starej Galerii ZPAF w Warszawie wystawę „Akt w czeskiej
fotografii 1960-2000”.
Pierwszy mój kontakt z
aktem czeskim miał miejsce na ekranie telewizora. W komercyjnej stacji prezentowano
prognozę pogody. Kiedy głos zaczynał mówić: „Jutro spodziewane są deszcze…”
albo „Czeka nas piękny słoneczny dzień…”, kamera pokazywała nagie kobiece piersi,
potem następował odjazd na całą nagą sylwetkę, a modelka ubierała się w rzeczy,
które pasowały do aktualnej pogody. Męskie prognozy zaczynały się od zbliżenia
penisa.
Drugi mój kontakt z
aktem czeskim miał miejsce w siedzibie prezydenta Republiki Czeskiej czyli na
Praskim Zamku, gdzie wystawiono fotografie obnażonych ciał. Na plakacie,
reklamującym to wydarzenie, naga blondynka trzymała za pierś swojego sobowtóra
- manekina, a podpis głosił, że prezydent objął wystawę patronatem. Szczerze mówiąc, fotograf nie był Czechem (to Helmut Newton, berlińczyk żydowskiego pochodzenia, specjalista od fotografowania "północnego mięsa" jak nazywał typ swoich modelek), ale chodzi mi o to, że i Zamek, i Praga były dwa miesiące oblepione tymi "bezwstydnymi" plakatami i jest to też przykład aktu czeskiego - mam na myśli akt odwagi. Plakat ten do dziś wisi u mnie na ścianie w przedpokoju i kiedy przychodzi do mnie moja mama,
zakrywa oczy i żąda zdjęcia zdjęcia. Moim ratunkiem jest wtedy autorytet prawicowego
prezydenta Czech, choć przysięgam: w żadnym innym przypadku nie przyszłoby mi
do głowy powoływać się na Klausa, jedynego człowieka w całych Czechach, który uśmiecha
się kącikami ust do dołu.
Trzeci mój kontakt z
aktem czeskim miał miejsce w gazecie „Blesk”, gdy czeski Elvis Presley i
Pavarotti zarazem - Karel Gott, już dobrze po sześćdziesiątce, niemal nagi, prezentował
swoje nowe kąpielówki. Nic w tym
dziwnego – gwiazdy użyją każdej okazji do pokazania się w mediach, jednak czeski
Bóg miał blade chude nogi, pozbawione mięśni ręce i wystający duży brzuch jak u
ciężarnej. Nie przeszkadzało mu to w dumnej prezentacji siebie czytelnikom, co
mnie, który wyglądam identycznie jak Gott, tak brzydzi, że nie spoglądam na
swoje ciało nawet, kiedy się myję.
Czwarty mój kontakt z
aktem czeskim (a właściwie aktami live) miał miejsce pod prysznicem w czeskim
klubie fitness, gdzie wszyscy myli się nadzy a ja jeden w slipach, czym
wywołałem poruszenie i mnóstwo pytań, czy w domu też tak się myję. Za to mój czeski
kolega z Pragi wywołuje zawsze poruszenie w polskich łaźniach fitness, w
których - w przeciwieństwie do pozostałych – ukazuje się bez slipów i gdzie
ostatnio jeden z myjących, widząc, że facet będzie się prysznicował nago,
spytał go od razu: „O co ci właściwie koleś chodzi?”.
Czesi czasem mówią o
sobie, że są narodem drobnomieszczańskim, najwyraźniej jednak jest to drobnomieszczaństwo pozbawione tabu ciała.
Może dlatego pierwszym filmowcem na świecie, który pokazał na ekranie nagą
kobietę, był Czech, a najpopularniejszym w świecie czeskim fotografem został
artysta, który od chyba 40 lat fotografuje nagie osoby na tle odrapanej ściany.
Data publikacji: 2009-05-05
Komentarze
2009-05-06 - ik
Fotografię Newtona znam z własnych poszukiwań ale również z biblioteki ojca. Jako architekt czerpie z aktów inspirację i uważa, że wszystkie budowle są odzwierciedleniem części ciała człowieka. Np. Sagrada Familia to dla niego rozczapierzone palce, kopuły cerkwi to kobiece piersi, a warszawskie przeklęte Złote Tarasy to celulit na szerokim udzie kobiecym. I od kiedy pamiętam, gdziekolwiek jestem, sama też oglądam budynki pod tym kątem. Natomiast mam problem z domem państwa Mullerów, którzy "chcieli żyć pięknie" i jedyne, co teraz przychodzi mi do głowy, to kościste kolano. A okna w nim to nabyte blizny i siniaki...:)...bo po przeczytaniu: "Państwo Muller chcieli żyć pięknie." nasunęło mi się drugie zdanie: "Ale się nie udało"...ale dlaczego, to nie wiem ;))
2009-05-06 - Mariusz Szczygieł
Musi Pani poczekać, aż uda mi się to napisać. W najlepszym przypadku książka ukaże się na Boże Narodzenie, ale nie wiem, czy sam siebie nie zawiodę co do terminu. Pzdr.
2009-05-06 - ik
Trzymam paluchy, żeby się udało :) pozdrowienia
2009-05-06 - Alenka
Nie pamiętam mojego 1 kontaktu z aktem czeskim, ale ten, który wywarł na mnie ogromne wrażenie, to poznanie fotografii Jana Saudka. Nagie ciała modelek i modeli - od otyłych do anorektycznych- są piękne. I to właśnie poprzez te akty odkryłam, że każde ciało może być piękne. Trzeba to piękno umieć dostrzec i wydobyć. J.S. udaje się to od wielu lat. Zatem, Panie Mariuszu, proszę nie zamykać oczu podczas czynności higieniecznych i nie tylko:-) Proszę swoje ciało polubić! A tak na marginesie - nie wierzę, że wyglądem dorównał Pan czeskiemu słowikowi. Co do Państwa Mullerów, to sądzę, że jednak udało im się żyć pięknie. "Kościste, posiniaczone kolano" podobno kryło w sobie wyjątkowo przytulne wnętrze. Samo życie! Liczy się środek i warto go poznać. Szczególnie w odniesieniu do człowieka.Zdravim
2009-05-06 - ik
:) ja w żadnym wypadku nie napisałam, że siniaki i blizny są brzydkie. Uważam, że to doskonale opisuje historię i przeżycia (z reguły ciekawe) danego człowieka i nadaje mu charakter - a w tym wypadku domu,, jego wnętrza oraz mieszkańców. Gdyby to nie było ciekawe, to znany nam autor M. Szcz. po prostu tematem by się nie zajął :)...napisałam jedynie, że nie wiem dlaczego po pierwszym zdaniu nasuwa mi się drugie o treści - Ale się nie udało. pozdrowienia
2009-05-06 - Mariusz Szczygieł
Oczywiście, że się nie udało.
2009-05-07 - Alenka
Z kolei ja w żadnym wypadku nie napisałam, że napisała Pani, iż siniaki i blizny są brzydkie. Zgadzam się z Pani wypowiedzią-są intrygujące :-) A że jednak się nie udało? Cóż, tak bywa. Nawet piękne wnętrze nie gwarantuje szczęścia. Ale o tym, dlaczego się nie udało, z pewnością opisze nam Pan Mariusz w swej książce, na którą pewnie obie z niecierpliwością czekamy :-) Podobnie jak Pani trzymam kciuki, abyśmy zrobiły sobie fajny prezent pod choinkę! Pozdrawiam serdecznie!