W piątek
około 15.00 wszedłem do największej we Francji (ale zaznaczam – tak twierdzą
mieszkańcy Lille) księgarni. Zobaczyłem, że na piętrze, gdzie odbywają się
spotkania z autorami, stoi ze sto krzeseł, a na każdym siedzi młody człowiek i
czyta. Jedni czytają książki cieńsze, inni grubsze. Wspaniałe wrażenie. Pomyślałem,
że podejrzę, co czytają.
Wszyscy
trzymali w rękach komiksy. Ani jedna osoba nie miała tradycyjnej książki. Dojrzałem w pierwszym rzędzie pana w średnim
wieku, ubranego w marynarkę, który pochylał głowę. "On jest moją nadzieją”
– pomyślałem. „Przez ramię mu podejrzę, co czyta". Może chociaż on jeden ma
stuprocentową książkę.
Podszedłem i
okazało się, że pan spał.
Wieczorem
odbierałem w tej księgarni nagrodę literacką, a przed jej wręczeniem odbyła się
tam dyskusja o "innej Europie" czyli o nas - postkomunistach, którzy
do Europy dołączamy i jakim to niby jesteśmy wyzwaniem dla nich. Więc, gdy już
nagrodę odebrałem, opowiedziałem o tym
widoku sprzed kilku godzin i że nie umiem rysować komiksów. Uważam, że oto jest
wyzwanie - ci młodzi ludzie, z których żaden nie miał normalnej książki w ręku
- oni są "inną Europą", która nadchodzi. To z nią trzeba sobie
poradzić, a nie ze mną postkomunistą. Tak ją uwieść, żeby się nie brzydziła
zdań pisanych linijka pod linijką.
W niedzielę
miałem okazję się popisać, bo przyjechał do Warszawy syn mojego brata ciotecznego
z Wałbrzycha. Rok temu skończył technikum. Kiedy zobaczył biblioteczkę u mnie w
domu, to po wykonaniu klasyka gatunku („Przeczytałeś w-sz-y-s-t-k-i-e te
książki?”), zwierzył się, że nie przeczytał nigdy żadnej. Całe technikum
przeżył na brykach. – Może i bym przeczytał jakąś – powiedział - ale jedną z zabaw
kolesi u mnie w szkole była: zawsze ośmieszyć każdego, kto próbuje czytać: Ale
cienias, ale pedał, książkę czyta!
– Dlaczego
zacząłeś czytać książki – spytał mnie nagle i uważam, że było to najciekawsze
pytanie, jakie mi ktoś zadał w życiu.
– Bo
wydawało mi się, że one są mądrzejsze od ludzi, których wtedy znałem.
– No to
poleć mi jakąś na początek.
I tu Państwa
zaskoczę, bo nie musiałem się zastanawiać. Mam jedną taką, którą kupuję w
ilościach hurtowych i daję znajomym z różnych okazji. To książka czeska
oczywiście. Uważam ją za najbardziej antydepresyjną książką świata. „Śmierć
pięknych saren” Oty Pavla. Sprawozdawcy sportowego czechosłowackiej telewizji,
który na zawodach narciarskich w Insbrucku zobaczył Diabła, a kiedy znalazł się
w szpitalu psychiatrycznym, zaczął pisać o swojej rodzinie. I to tak, że został
wybitnym czeskim pisarzem. To jest mój typ typów.
Pomyślałem
jednak, że fajnie byłoby sobie przy kolacji ze znajomymi zrobić plebiscyt: co
poleciłbyś komuś, kto jeszcze nigdy nic nie czytał.
Od razu
nasunął mi się drugi typ. Książka innego wybitnego Czecha, który wymieniany
jest w jednym zdaniu z Kunderą i Hrabalem, nigdy jednak nie był tłumaczony na
polski. Jest bowiem zbyt czesko-hermetyczny i czasem tak językowo pokręcony, że
nieprzetłumaczalny, ale ostatnio jeden śmiałek go przetłumaczył z sukcesem. Autor znany jest jako nieprzejednany
antykomunista, zaś sławny z tego, że kiedy podpisał Kartę 77, władza kompromitowała go ujawnieniem w
mediach jego nagich zdjęć z kochanką (tak że żona dowiedziała się o jego
romansie z dziennika telewizyjnego). To Ludvik Vaculik a jego skromna,
tajemnicza, dowcipna, prosta i najbardziej ze wszystkich czeskich książek kafkowska
mini-powieść ma tytuł „Świnki morskie”. Jest opowieścią niby o parze świnek.
„Czy Czesi
piszą zawsze jakby pisali dla dzieci?” – spytał niedawno kolega z pracy (Staszewski),
kiedy mi oddawał dwie polecone mu czeskie książki: jednego Hrabala i jednego
Otę Pavla. Coś w tym, kolego Staszewski, jest.
Czesi
wykształcili umiejętność mówienia o świecie jakby zwracali się do dzieci, co
chyba pozwala łatwiej zrozumieć świat. Wydaje
mi się, że takiej literatury pozornie dziecięcej jest u nich więcej niż u nas.
Zaraz, w Polsce chyba w ogóle ten ton w opowiadaniu
nie występuje. W Lille spotkałem czeską
pisarkę, Teresę Brdeckovą, która stwierdziła, że to oczywistość: - Przecież
czeska kultura ma rodowód plebejski, a wasza szlachecki.
Więc myślę
sobie, że takie troszkę zdziecinniałe książki mogą być właśnie idealne do
czytelniczego debiutu. Zresztą przeczytajcie pierwsze zdanie ze „Świnek
morskich”, które jest jednym z moich ulubionych pierwszych zdań w literaturze:
„W Pradze
mieszka ponad milion osób, których nie chciałbym tutaj wymieniać”.
Felieton ukazał się w "Dużym Formacie" i napisała do mnie tłumaczka "Gottlandu", pani Margot Carlier. (Przetłumaczyła go doskonale jak mówią francuscy czytelnicy; tłumacz musi nastawić swój zegarek zgodnie z czasem autora - mawia Margot; w każdym razie z Lille też wyjechała z nagrodą za francuski "Gottland"). Pisze, że mylę się, bo "komiks (bande dessinée) ma tutaj ogromne tradycje, podobnie zreszta jak w Belgii, i uchodzi za poważne, a w każdym razie godne uwagi i czytania dzieło, na równi z książką, tylko innego gatunku. W Polsce nie ma tej tradycji, ja i wielu moich polskich przyjaciół nie umiemy czytać komiksow i nie interesujemy się nimi. W Polsce jest polska szkola reportażu, we Francji francuska szkola komiksu. Czytanie komiksu nie zakłada z góry, że nie czyta się "normalnych" książek, tak jak mozna chodzić i do kina i do teatru, czytać prozę i poezję".
Uff, jednak zawsze wierzyłem we Francję. Trochę się uspokoiłem, ale myślę, że w Polsce to nie działa.
Data publikacji: 2009-07-07
Komentarze
2009-07-18 - Agnieszka
To ciekawe. Co poleciłabym komuś, kto jeszcze nic nie przeczytał... Myślę, że "Zaślubiny patyków" J. Carroll'a :-)
2009-07-19 - Barbara
Dziękuję za rekomendację,kupię i przeczytam obie książki,ponieważ Pana zdanie jest dla mnie całkowicie wystarczającą zachętą:)
2009-07-20 - ron
Jeśli jest pani z Warszawy, to duża ilość Vaculika jest w księgarni Czytelnika na Wiejskiej.r
2009-07-20 - gomarta
Jeśli polecić komuś kto nic nie czytał, to tylko słownik ortograficzny, bo na pewno dawno już zapomniał jak się poprawnie pisze ;-)
2009-07-21 - Mariusz Szczygieł
Powiem tak Gomarto:
- Panie, a kto teraz pisze? I po co?
2009-07-22 - gomarta
Powiem tak Mariuszu:
- Jak to, kto teraz pisze? Ja piszę do Ciebie, a Ty do mnie.
2009-07-31 - ik
po co pisać? a po co jeść :)? ...Janusz Glowacki na pytanie pewnej pani dziennikarki, dlaczego pisze, odpowiedział: a dlaczego Pani się ubiera?...
2009-08-07 - Olimpia
Zainteresowałam się. Jak tylko uporam z kilkoma książkami-reportażami, to na pewno sięgnę po te dwie czeskie perełki. Osobie, która nigdy nie czytała, poleciłabym "Weisera Dawidka" Pawła Huelle. Kiedyś tą książką, po kilku latach czytania tylko fachowych, wróciłam do beletrystyki. Choć teraz znów ją porzucam na rzecz reportaży (Na wschód od Arbatu - fascynujące, zwłaszcza Syberia)
2009-09-03 - m.
Szukam tych "Świnek morskich" wszędzie i nie mogę znaleźć. To wyszło, czy tak ma lada dzień wyjść? Bo mnie te pierwsze zdanie uwiodło i chę wiedzieć co dalej... :)
2009-09-15 - Mariusz Szczygieł
"Świnki" są w internecie do kupienia na pewno, wystarczy wygooglować Pan Slawista itp. Ale ich ogromna ilość jest w Warszawie (nie wiem, skąd Pani pisze) w ksiegarni Czytelnika na Wiejskiej. (Na pewno też wyślą, jeśli Pani do nich napisze lub zadzwoni).
2009-09-16 - mariusz
witam.do tej pory myślałem że Ote Pavla czetam tylko ja w całej Polsce."Śmierc ..." jest moją ukochaną książką przeczytaną kilkanaście razy(kupiłam nawet sobie orginał).Jestem więc chyba zdziacinniałym czechofilem bo reszta jego nielicznej twórczosci , niektóre dzieła Hrabala oraz kilka innych czeskich powiesci te z uwielbiam też uwielbiam.est to książka godna Nobla a w Polsce praktycznie nieznana.Bardzo się cieszę że jest więcej takich zdziecinniałych plebejuszy
2009-09-16 - m.[onika]
Bardzo dziękuję za odpowiedź! Książkę zamówiłam u "Pan Slawisty", a "Śmierć pięknych saren" wędruje do mnie dzięki allegro (na rynku pierwotnym nie do zdobycia). Bardzo pięknie Pan pisze o literaturze, niezwykle apetycznie :) Pozdrawiam ciepło z miasta kominów, szybów i familoków! Z Katowic.
2009-10-08 - Michał Śledziński
Mogę pana zapewnić, że młodzież, którą pan oskarża o to, iż nie miała kontaktu z książką, taki kontakt miała. Komiks to kompletnie inne medium, którego nie należy z książką mylić, choć dzieli z nią słowo( i to nie zawsze, polecam poczytać o... niemych komiksach). Nie wszystek co na papierze itd.
2009-10-23 - Mariusz Szczygieł
Nie oskarżam, Panie Michale, tylko byłem w szoku, że nikt nie ma książki żadnej w ręku (tzn. innej niż komiks). Pzdr.
2009-11-07 - madziorze
OJ, a nie oberwalo sie Panu za to zdanie wypowiedziane w Lille? I nikt sie nie obruszyl i zaczal gesto i skwapliwie wyjasniac, ze Asterix, a ze w Belgii i ze sztuka... A tak a popos, prosze przypomniec sobie wielki hit naszej MARZI Marzeny Sowy, komiksu opisujacego nasza wesolo-ponura rzeczywistosc PRL-owska, ktora odniosla tu we Francji ogromny sukces i swietnie wypelnila luke niewiedzy, zwl. wsrod mlodych Francuzow, ktorzy w zadnen sposob nie potrafia sobie wyobrazic takiego mrocznego klimatu, a przy tym w sposob bardzo dostepny dla przecietnego czytelnika.
Uklony Panie Mariuszu i gratulacje za reportaz "Reality".
2009-11-17 - debil czytacz
Proszę nie traktować mojej wypowiedzi jako atak.
Niestety czytelnicy komiksów w Polsce są traktowani z dużymi szykanami.
Dziwne, że ma Pan tak nikłą wiedzę o francuskiej kulturze. Dobrze, że tłumaczka dała Panu korepetycje. Niech Pan pojedzie do Japonii tam to dopiero czytają komiksy.
Powinien Pan nie rozpowszechniać mitów, że komiks to dla analfabetów. Niestety ma Pan świadomość ukształtowaną przez propagandę, że komiks to jest dla debili.
Niestety na Blogu Pan sprostował, przy pomocy tłumaczki., bloga czyta niewiele osób, W świat poszedł tekst (tysiące czytelników GW) z pana opinią pogardliwą...
Teraz Powinien Pan się zrehabilitować i kilka reportaży napisać w GW o komiksach. Albo zlecić podwładnym. Podsumowując największym debilizmem jest przeciwstawianie obrazu tekstowi.
2009-12-26 - Mariusz Szczygieł
Na swoje usprawiedliwienie mam to, że w Dużym Formacie, który redaguję co tydzień drukujemy komiks "Męska muzyka", którego jestem fanem.
Nie chodziło mi o przeciwstawienie obrazu tekstowi, ale o to, że nikt nie miał zwyczajnej, niekomiksowej książki w ręku.
Nie mam nic do lodów, ale jeśli wchodzę do restauracji i wszyscy młodzi ludzie jedzą lody na obiad, zaś ani spagetti, ani pizzy, ani schabowego nikt, to mnie to zastanawia.
Mam juz okladke mojej nowej ksiazki. Moze jeszcze beda jakies poprawki liternictwa, zeby mi Jezus Chrystus Davida Černego nie zjadl tytulu ani nazwiska. Jestem...