ponieważ dostaję w tych dniach mnóstwo maili od uczniów, przygotowujących się do olimpiady z języka polskiego, którzy przygotowują temat o nowym pokoleniu polskiego reportażu, a nie jestem w stanie wszystkim odpowiedzieć na ich pytania; w dodatku jestem teraz cały czas w rozjazdach, wklejam tutaj coś, co możecie potraktować jako ściągę.
Nie ma gotowych odpowiedzi, ale łatwiej będzie Wam szukać tego, co bym i tak odpowiedział.
Pytacie, co moim zdaniem, moje pokolenie odziedziczyło z tzw. polskiej szkoły reportażu.
Odziedziczyło:
- pieczołowite traktowanie formy reportażu;
- usiłowanie, by reportaż miał ponadczasową wartość, pewną nadbudowę,
naddatek, który sprawi, że nie będzie tylko bieżącym tekstem, tekstem na
dziś (moim zdaniem reportaż musi być o tym o czym jest i o czymś więcej);
- zajmowanie się pokrzywdzonymi i przegranymi czyli pewną wrażliwość
społeczną.
Różni się tym, że może pisać o wszystkim. Zaś pokolenie poprzednie
(Hanna Krall, Wiesława Grochola, Małgorzata Szejnert, Ryszard Kapuściński, Krzysztof Kąkolewski, Wojciech Giełżyński, Jerzy Lovell, Wiesław Górnicki, Janusz Roszko, Wojciech Pielecki...) było ograniczone.
O wszystkim pisać nie mogło ze względu na cenzurę państwową, PRL-owską i
autocenzurę (ograniczenia w sobie). Wtedy nikt by nie napisał takiego negatywnego reportażu o ustroju socjalistycznym, ale i nikt by nie napisał takiego tekstu jak "Wściekły
pies" Wojciecha Tochmana (o księdzu katolickim zakażonym HIV). Reporter na pewno by się przestraszył własnego pomysłu.
Polecam lekturę obowiązkową: 12 listopada 2009 wychodzi książka "20. 20
lat nowej Polski w reportażu według Mariusza Szczygła" (to jest
całościowy portret pokolenia naszego; 26 reportaży, 23 autorów).
Tu jest link: http://www.czarne.com.pl/?a=1372
Niestety, moja książka o którą pytacie ("Niedziela, która zdarzyła się w środę") wyszła w 1996 r. i jest nie do zdobycia. Mam tylko dwa egzemplarze, których już nikomu nie pożyczam. Ale w książce "20" są trzy reportaże z "Niedzieli..."; może Wam wystarczy. Zresztą, bez przesady, nie musicie znać wszystkiego :)
W dziale Teksty na tej stronie www jest wywiad ze mną z miesięcznika "Press" - "Gwałcę tekst", gdzie trochę zdradzam z kuchni reporterskiej a zwłaszcza opisuję nasze myślenie o tekstach w "Dużym Formacie".
A tu wklejam Wam mój tekścik o fenomenie polskiego reportażu, pisany na targi książki w Goeteborgu w 2003 roku, kiedy przentowano tam polski reportaż.
Napisałem:
Niedawno
w moim kraju pojawiła się pewna pogłoska. „Papież” niemieckiej krytyki literackiej, Marcel Reich-Ranicki powiedział w
swoim popularnym w Niemczech programie telewizyjnym, że Polska wnosi do Europy
dwie cenne rzeczy. Pierwsza to poezja, druga to reportaż. Nie sprawdzałem, czy rzeczywiście tak mówił. A
jeśli nic takiego nie powiedział? To powinien powiedzieć!
* Chyba nie byłoby w Polsce tak doskonałej literatury
faktu, gdyby nie komunizm. W językach Europy Środkowej przez prawie pół wieku
nie wolno było używać słów zabronionych przez państwo. W Czechosłowacji - po
okupacji „bratnich armii” w 1968 r. – w filmach zakazano używania słowa
„Kłamstwo” i słowa „Prawda”. W „Słowniku języka polskiego” nie figurowało na
przykład pojęcie „Psychoanaliza”, ponieważ psychoanaliza jako nauka burżuazyjna
do 1990 r. była w Polsce nielegalna. Redaktorzy młodzieżowego tygodnika „Razem”
sami wymyślali listy do swojej redakcji, gdyż te, które młodzież przysyłała,
były zdaniem państwowego urzędu cenzury - „niesłuszne”. Bez zgody tego urzędu
nie miała prawa być wydrukowana nawet wizytówka zawierająca tylko imię i nazwisko.
Słowo drukowane w komunizmie służyło przede
wszystkim ukrywaniu prawdy.
Jeśli utalentowany reporter chciał w legalnej
prasie podzielić się swymi obserwacjami, szukał na to wymyślnych sposobów.
Przechytrzanie władzy zapoczątkowało wielką literacką grę.
Skoro nie wolno było pisać o samym systemie,
reporterzy opisywali losy indywidualnego człowieka.
Skoro nie wolno było pisać o ogóle, pisano o
szczególe.
Skoro nie wolno było pisać o tym co widać w
lustrze, opisywano, co widać w odłamku lustra.
„Mówiliśmy o reportażu, że jest sztuką, która
pozwala zobaczyć w kropli wody – morze” – napisał Adam Michnik. Czytelnik
wiedział, że w banalnych z pozoru obyczajowych obrazkach, kryje się istotna
diagnoza systemu.
Zanim Hanna Krall zasłynęła książkami o Polakach,
Żydach i Niemcach, napisała reporterską książeczkę o ZSRR. Pisała tak, aby
cenzor nie był zaniepokojony a czytający nie miał poczucia, że autorka kłamie.
Opisywała Sowietów w epoce Breżniewa („Na wschód od
Arbatu”, 1972). Na zdobywanej z trudem przez komunizm Syberii brakowało
wszystkiego. Nawet papieru toaletowego i widelców. Niedopuszczalne było
napisanie tego wprost, więc „czytaliśmy o tym między wierszami”. (To określenie
na znajdowanie prawdy celowo ukrytej). Reporterka przytacza na przykład rozmowę
z szefem elektrowni w Bracku, inżynierem Marczukiem, który mówił jej przy
obiedzie: „- Nauczyliśmy się już budować największe na świecie elektrownie,
nauczyliśmy się wchodzić w tajgę z szybkością jednego kilometra dziennie, a
podawać sztućców w porę nie nauczyliśmy się. I ludziom wyrosłym w kręgu kultury
sztućcowej – tu Aleksej Marczuk patrzy z politowaniem na mnie – brakujący
widelec przesłania widok brackiej elektrowni”.
Każdy szczegół w polskim reportażu zawsze był czymś
więcej, niż tylko sobą. Każda rzecz miała znaczenie podwójne. Funkcjonowało
powiedzenie, że „tekst ma drugie dno” na określenie ukrytego sensu.
Reportaż stawał się więc w Polsce gatunkiem
zawieszonym między dziennikarstwem a literaturą.
„Cesarz” Ryszarda Kapuścińskiego (1978) dla Polaków
nie był tylko analizą upadku władzy Hajle Seilasje w Etiopii. Odczytywaliśmy go
jako alegorię rozpadającego się systemu Polski Ludowej.
*
Kiedy można już było pisać o wszystkim, na początku
lat 90. wydawało się nam, że reportaż zniknie. Że wyprze go „czysta
informacja”. Jeden z utalentowanych reporterów przestał pisać w ogóle, bo – jak
dowodził – „historia po obaleniu komunizmu nabrała takiego przyspieszenia, że
reportaż, zwłaszcza literacki wydaje się nie nadążać za wydarzeniami”.
Zadomowił się u nas nurt „zmakdonaldyzowanych”
tekstów informacyjnych na wzór „Sterna” czy „Newsweeka”. Jednak po chwili
wątpliwości (jak pisać w nowych czasach?), reportaż odżył. Głównie za sprawą
powstałego w 1989, pierwszego w Europie Wschodniej niezależnego dziennika –
„Gazety Wyborczej”. Małgorzata Szejnert, reporterka średniego pokolenia,
stworzyła tam w 1991 r. duży dział reportażu, który nie ma odpowiednika w polskiej
prasie. Przez 14 lat istnienia „Gazety” młodzi autorzy wyrobili sobie
niepowtarzalny styl.
Wojciech Jagielski 12 lat pisze o Afganistanie,
Czeczenii i Afryce. Jacek Hugo-Bader 12 lat - o Rosji. Lidia Ostałowska 8 lat
poświęciła na poznawanie Romów w Europie, Wojciech Tochman 10 lat temu wjechał
do oblężonego Sarajewa, ale książkę o ofiarach tamtej wojny wydał dopiero po
ośmiu latach. (tekst jest pisany w 2003 roku - przyp. M.Scz w 2009)
Dla redakcji reportaż jest bardzo kosztownym
gatunkiem. Bo materiału do dobrego reportażu nie da się zebrać szybko. Reportaż
będzie zawsze w tyle za wiadomościami tv i czołówkami gazet.
News powoduje, że coś jest tematem, lecz w
reportażu ważniejsze jest to, czego w newsie nie ma. „W reportażu świat
pachnie, smakuje, jest mroźny lub gorący, jasny albo mroczny. Budzi spokój,
wstręt albo strach” – mówi Wojciech Tochman.
*
Lidia Ostałowska w swojej książce „Cygan to Cygan”
(2000) pisze o Romach i Nie-Romach tak, że nie można odgadnąć po czyjej jest
stronie. Jak podkreślali recenzenci – te reportaże niczego nie udowadniają, ani
nie obalają. Z jednej strony autorka pokazuje zacofanie, przemoc i złodziejstwo
(w jednej scenie Cyganka daje Polakowi kurę i mówi, że w dowód szacunku nie
kupiła jej dla niego, ale ukradła). Z drugiej – ukazuje bezmiar krzywd, które
Romowie doznali od Nie-Romów oraz okrucieństwo komunizmu, który usiłował
stworzyć z nich „Nowego Człowieka”. Pisano, że wbrew tytułowi nie jest to
książka o Romach, z którymi jest problem. Lecz o ludziach, którzy sobie nie
radzą z sobą nawzajem. A więc i o Romach, i o Nie-Romach.
Jacek Hugo-Bader książką „W rajskiej dolinie wśród
zielska” (2002) weryfikuje wielkie mity Związku Radzieckiego. Ciekawi go, jak
dzisiaj żyje Walentyna Tierieszkowa, pierwsza kobieta w kosmosie; sprawdza jak
trzyma się ciało Włodzimierza Lenina; pije wódkę z konstruktorem karabinu
kałasznikow. Kałasznikow nadal mieszka w tym samym mieście i mimo emerytury
chodzi codziennie do fabryki zbrojeniowej. Symbole radzieckiej potęgi – zdaje
się mówić autor - obróciły się w całkowitą śmieszność.
Mimo, że nie ma już komunizmu, ich reportaże
zachowały dwie najlepsze cechy tekstów sprzed 20 i 30 lat.
Nadal (poza prawdą) ważny jest szczegół. Jest
często metaforą i pomaga pamięci. Jak powtarza Małgorzata Szejnert, na
szczególe jak na rusztowaniu oprze się potem pamięć czytelnika.
Nadal ważna jest forma. Aby czytelnika przytrzymać,
trzeba znaleźć formę najlepszą. Jak mawia Hanna Krall, tragedia pozbawiona
formy jest bezwstydna.
Dziś w reportażu nie musimy już pisać „między
wierszami”. Udaje się go utrzymać na powierzchni, gdyż opowiada o pojedynczych
losach człowieka.
A ludzie zawsze będą chcieli czytać o innych
ludziach.
Data publikacji: 2009-11-08
Komentarze
2009-11-09 - olabu
dzieki ogromne za zamieszczenie, bo bardzo dlugo swego czasu szukalam bezskutecznie tego tekstu (nie wiem, dlaczego pojawia sie w nim okreslenie "tekscik", bo to wartosciowy tekst; nota bene: dlaczego Krall napisala "ksiazke o Polakach, Niemcach i Zydach" ale "ksiazeczke o ZSRR"?;))
ps. i przepraszam za uwage, ale nie moge sie powstrzymac: czy nie ma jakiegos ladniej brzmiacego synonimu wyrazenia: "pokolenie poprzednie bylo ograniczone"? choc mowa tu nie tylko o cenzurze, ale i o autocenzurze, to jednak ...:)
2009-11-10 - Mariusz Szczygieł
Bo napisałem to w 2003 roku, a wtedy pisałem gorzej niż w 2009. Nie będę poprawiał tekstu, który już gdzieś poszedł. Umiem się godzić ze swoimi niedoskonałościami. Pozdrawiam, M
2009-11-10 - Mariusz Szczygieł
Co do książeczki jeszcze, to trudno o niej powiedzieć książka, bo jest wątła objętościowo, choć wspaniała. Może więc rzeczywiście to książka.
2009-11-10 - olabu
Dlaczego "gorzej"? - jak napisalam, uważam, ze to wartościowy tekst, tekst, nie tekścik, bo wartość nie długością a zawartością się mierzy. Upierdliwośc zaś leży w mojej naturze i wypływa z wrodzonej wredności;).
Był jeszcze taki, w którym napisałeś, że reportaż trzeba pisać tak, jakby się opisywało oglądany w kinie film. Powtarzam to studentom, ale nie pamiętam, skąd to zdanie pamiętam. Jesli takowy tekst istnieje, to czy można by go tutaj zamieścić? pozdr.
2009-11-12 - kasiak
Bardzo dziękuję za zamieszczenie tego tekstu! Na pewno wykorzystam go w mojej pracy :) Pozdrawiam
2009-11-12 - kasiak
A, zapomniałam jeszcze dodać, że Pana książki są praktycznie nie do zdobycia. Mam przeczytać trzy, a udało mi się zdobyć tylko jedną - "Gottland"...
2009-11-12 - Mariusz Szcygieł
"Niedziela..." jest nie do zdobycia, ale trzy teksty z niej ukazały się w "20", która jest do zdobycia w nadmiarze od wczoraj :) Pzdr.
2009-11-13 - Ewelina Szczepanik
ludzie, jesteście nienormalni, żeby pytać samego autora! od tego jest OLIJP, by samodzielnie analizować i interpretować... załamałam się. poradziłam sobie samodzielnie, wystarczyła mi spora dawka teorii i uważne czytanie, ale cóż, OLIJP okazuje się konkursem dla kretynów... do reszty - Jagielskiego, Tochmana, Ostałowskiej też piszecie? czy może upodobaliście sobie teoretyków? wszak Siembeda i Wolny jeszcze żyją...
Pana Mariusza pozdrawiam - z mojego olimpijskiego zestawu Szczygieł - Jagielski - Hugo - Bader jest Pan zdecydowanie faworytem. Zwłaszcza 'Niedziela' mi się spodobała, ale czytałam ją dośc dawno - mam egzemplarz własny. 'Gottlandowi' brakuje tego czegoś. A nowej antologii nie zdążę, niestety, wykorzytsać, pracę mam już gotową. ;)
pzdr
2009-11-22 - Ola
A ja "Niedzielę" zdobyłam niedużym wysiłkiem spaceru po księgarniach w Lublinie :) Moja praca też jest już na ukończeniu. Pozdrawiam wszystkich i życzę powodzenia.
2009-11-22 - Ola
Do Eweliny: masz rację, ale to Cię nie upoważnia do nazywania uczestników "kretynami"...
2009-11-22 - Zephirtos
Ha! Dzieki za add, bardzo sie przydał ;) "Niedzielę" zdobyłem bez problemu w bibliotece (w której przesiedziałem pare sobót i piątkowych popołudni), tak samo jak "Gottland". Moja praca skończona - życzę wszystkim powodzenia ;D
2009-11-23 - Ewelina Szczepanik
Ola - ja nie napisałam, że uczestnicy są kretynami, tylko, że OLiJP okazuje się konkursem dla kretynów. Nie stosuję synekdochy, pytam tylko, czy do każdego piszecie z prośbą o analizę treści reportaży ;>
a czytanie ze zrozumieniem, którego brak zaprezentowałaś, też się na OLiJP przydaje ;>
2009-11-26 - Agnieszka
Strona p. Szczygła stała się jedynym, acz nieoficjalnym forum niewolników olimpiady :) Pańskie reportaże są wspaniałe, choć znacznie większą przyjemność sprawia mi czytanie ich, a nie rozbijanie na czynniki pierwsze i analizowanie. Również dziękuję za kilka cennych uwag pod kątem pisania pracy. Pozdrawiam
Ps do olimpijczyków - "Niedzielę[...]" można znaleźć w internecie (wersja e-book).
2009-11-26 - Mariusz Szczygieł
Wersja e-book? I nie płacą mi od tego tantiem? Niedopuszczalne. A gdzie jest ten portal, Pani Agnieszko? W jakim świecie żyjemy? Ledwie zipię, żeby przeżyć, a ktoś ukradł moją pracę i rozdaje ją za darmo w internecie? To może piekarz niech bułki za darmo rozdaje, a firma Toyota samochody. W ogóle wszyscy pracujmy za darmo.
2009-11-26 - olabu
no zyjemy w swiecie, w ktorym ludzie zajmujacy sie etyka mediow maja mnostwo pracy... i przynamniej my mozemy zarabiac. a mowilo sie ze studiowanie filozofii sie nie oplaca... Dzieki panowie/ panie od kradziezy tekstow! dzieki zlodzieje!
2009-11-26 - olabu
tylko zeby nie bylo potem ze ja tak na powaznie im dziekuje...
2009-11-28 - Ewelina Szczepanik
iii, e - booki fatalnie się czyta i nie da się robić notatek na marginesach.
a kserowanie książek to też właściwie piractwo.
2009-11-29 - Olimpia Wolf
Do osób, które szukają książki "Niedziela, która zdarzyła się w środę". Jest ona dostępna w hurtowni Matras, trzeba iść lub zadzwonić do jednej z księgarni Matrasu (wyszukajcie w google, gdzie jest księgarnia najbliższa Waszemu miejscu zamieszkania) i zamówić, ją, a księgarz w ciągu 1-2 dni ściągnie ją dla Was z hurtowni.
2009-12-03 - Agnieszka
Nie sądziłam, że na temat e-booków rozgorzeje taki spór. Przykro mi, że pański zbiór reportaży dostał się do internetu, jednak w dzisiejszych czasach jest to nieuniknione. Nie pochwalam piractwa, wiem, że godzi to w interesy autora, jednak był to jedyny sposób, aby poznać treść reportażu(książka niedostępna jest w księgarniach i lokalnych bibliotekach). Od dziś mogę cieszyć się własnym, tradycyjnie papierowym egzemplarzem "20 lat nowej Polski w reportażach" ;) Pozdrawiam Ps "Niedzielę..." udostępnił serwis chomikuj.pl
2009-12-09 - ab
Potwierdzam - Matras ma jeszcze "Niedzielę...". Właśnie stałem się jej posiadaczem dzięki miłym paniom z Matrasa w moim miasteczku. Ale schowałem ją sobie do szuflady i podrzucę od choinkę razem z "20...". Uwielbiam dostawać takie prezenty na Gwiazdkę i staram się być grzecznym przez cały rok. Na urodziny wybrałem sobie Kapuścińskiego, na imieniny Hugo-Badera, na Mikołajki Vargę, a na minione Gwiazdki: Tochmana, "Gottland". W przyszłym roku 40-tka i chyba powinienem pomyśleć o czymś ekstra... Jak na hedonistę literackiego przystało.
2009-12-10 - JL
Bardzo dawno tu nie zaglądałem, nie wiedziałem, że Pan taką ściągę opublikował. Trochę mi głupio.