Uśmiech pana Ryszarda




Kilka lat temu, jeszcze za życia Ryszarda Kapuścińskiego, napisałem do jednego czasopisma, które poświęciło mu cały numer:

"Przekonałem się że mam do czynienia z dzieckiem, gdy któregoś razu stanęliśmy pod drzwiami jego pracowni od środka.

- A co tu wisi? – spytałem.

Drzwi wyglądały jak gazetka ścienna: zbiór papierowych wycinków, kolorowych obrazków przypiętych pinezkami. O każdym skrawku zaczął opowiadać z taką czułością, jak mały chłopiec o swoich żołnierzykach:

- O, tu mam ważny cytat z Mozarta po niemiecku. "Nie kładę się nigdy do łóżka zanim nie pomyślę, że może to być dzień, po którym mnie już nie będzie". A tu mam z Miłosza, tu z Pascala, a to pamiątkowy bilet.

- Z Disneylandu?!

- Bo ja do Stanów pojechałem bardzo późno – wyjaśnił i pogłaskał bilet. – Europy też do dziś praktycznie nie znam, nawet w Rumunii nie byłem - dodał. – A tu jest zdjęcie pewnego Araba w średnim wieku. Zdjęcie legitymacyjne, bo oni mają ciekawy zwyczaj: gdy poznają kogoś nowego, ofiarowują mu w prezencie swoją fotografię – docisnął pinezkę.

Kapuściński miał wspaniałą umiejętność zmniejszania dystansu z poznanym właśnie ludźmi. Otwarty jak dziecko. Takiego sposobu bycia nie ma chyba nikt. Ciekawy taką ciekawością, że natychmiast poczułem się ważny. Naiwny naiwnością chłopca, jakiej nie spodziewamy się po korespondencie wojennym.

I ani jednego negatywnego zdania o kimkolwiek.

Porcje miłych słów dla całego otoczenia. (Tłumaczył to kiedyś naszemu znajomemu: wokół tyle chamstwa, że nie ma sensu produkować negatywnej energii). Dzwoni z podziękowaniem za każdy przyjazny wobec niego, najmniejszy nawet, gest. Układny jak dziecko, które chce uwieść otoczenie, żeby wpuszczono je tam, gdzie chce.

Być może, że w ten sposób nie dopuszcza do siebie przykrości. Być może, że tak odgradza się od świata. Być może, że przemiły sposób bycia - niespotykany często w naszej szerokości geograficznej u dorosłych ludzi - to samoobrona. Być może, że tak chce uprzedzić atak.

Tyle, że dziecko nie ma żadnych uprzedzeń i podchodzi do zjawisk w sposób czysty. Żeby poznać świat, nie wyciąga ekierki. Przy dziecku nawet największy potwór zapomina, że jest groźny. Myślę, że ci, których spotykał na świecie, od razu orientowali się z kim mają do czynienia.

Tak dobre książki mogły powstać tylko dzięki dziecku.

Przy drzwiach leżał zbiór opowiadań Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Nagle przypomniał sobie: – A na jakich fantastycznych lodach byliśmy z Herlingiem w Neapolu! Jakie wielkie były te porcje!".

I teraz dowiaduję się z pierwszego rozdziału książki "Kapuściński non-fiction", że ten uśmiech dziecka był narzędziem, manipulacją, a przynajmniej częściowo tylko był uśmiechem bez intencji. Czytam ją dalej. Na razie mojego dobrego zdania o panu Ryszardzie to nie zmienia.

 

 

Na zdjęciu Ryszard Kapuściński podczas podróży przez Saharę, lata 60.

 




Data publikacji: 2010-03-02

Komentarze

2010-03-04 - gomarta

Jakoś miałam przeczucie, że zareagujesz na tę książkę.
Pozdrawiam ;-)



2010-03-04 - andrzej

Mam 18 lat, urodzilem sie w wolnej Polsce, zawsze kiedy ktos pokazywal mi Wielkich Ludzi zyjacych w dobie w PRLu, pojawiala sie informacja na temat ich stosunku do panujacej wladzy. Pojawialy sie rozne sugestie, ktore mogly "umniejszyc, zdjac z pomnika" tych Wielkich.Lecz nie o to chcialem zapytac.

Interesuje mnie Wasza opinia na temat potrzeby dyskusji dociekaniu prawdy, "zdejmowania z pomnikow" tych Wielkich.

Czy to wynika z umilowania prawdy? Czy może z zawisci, zazdrosci? Czy moze w ten sposob, umniejszajac czyjas wielkosc, usprawiedliwiamy sie, bo sami nie zrobilismy nawet polowy tego co Wielcy?

Czy warto tej prawdy szukac za wszelka cene? Czemu nie robimy tego wtedy, gdy jeszcze Wielki zyje, ma szanse sie wytlumaczyc, obronic?



2010-03-05 - Kasia

Jak to nie. Wałęsę zdjęliśmy z pomnika (na którym on nie miał prawa przebywać, po prostu tam wmówiono że jest kimś wielkim) jeszcze za jego życia. A prawdy zawsze warto szukać, chyba nikt z nas nie chce żyć złudzeniami dotyczącymi naszych autorytetów... Jeśli ktoś, kogo uważamy za Wielkiego, okazuje się być zwykłym szpiclem i zdrajcą - wtedy dopiero możemy go ocenić. Kapuściński w Lapidariach napisał ciekawą rzecz:

"Zachwycałem się jego poezją. A potem dowiedziałem się, że popełnił wielkie świństwo. I ta poezja nagle mi zgasła. Nie chciałem po nią sięgać. Nie umiałem oddzielić literatury od życia".

To zresztą w jego książkach cenię najbardziej i dla mnie Kapuściński w dalszym ciągu jest autorytetem.



2010-03-08 - Matthew M

Umiejętność bycia dzieckiem jest zdecydowanie jedną z najważniejszych umiejętności w tym zabieganym, czasami przerażająco 'dorosłym' życiu wielkich europejskich miast takich jak Londyn, w którym już od jakiegoś czasu mieszkam. Wydaje mi się, że gdyby nie ta dziecinna radość z tych najmniejszych życiowych sukcesów, wspomnień czy też chodzby cytatów z Pascala bądz też Sczygła, to w wielu przypadkach pozostaje nam tylko szarość codzienności i brak czasu na cokolwiek, czy też nawet kogokolwiek. Dlatego też bardzo się cieszę, że to właśnie o tej cesze charakteru Kapuścińskiego postanowiłeś nam tu przypomnieć.




2010-03-08 - Matthew M

Niestety coraz bardziej zbliżam się jednak do przekonania, że faktycznie reportaże Kapuścińskiego są często bardziej literacką fikcją niż nam to się wydaje. W żadnej mierze jednak nie zmniejsza to jego wielkości.

Interesujące jest nawet to, że sam twój przykład Araba, który niby podarował mu swoje zdjęcia jakoby kierując się lokalnym zwyczajem, jest bardzo podejrzany dla kogokolwiek, kto dobrze zna świat arabskiego Islamu. Do niedawna byłoby to nie do pomyślenia dla zwyczajnych (niezeuropeizowanych) Arabów by pozwolić innym robić sobie zdjęcia. Wielu konserwatywnych Muzułmanów uważa, że jest to niezgodne z zasadami Islamu. Sam ten fakt oczywiście nie decyduje o fikcyjności tej opowieści. Jednak będąc arabistą wydaje mi się on troszeczkę podejrzany.



2010-03-17 - Ana Banana

Tam jest napisane, że to zdjęcie legitymacyjne...



2010-03-17 - coach Kapuścińskiego

C'mon Matthew. Nie byłeś nigdy w krajach arabskich? Jasne, że nie każdy człowiek da Ci swoje zdjęcie, ale taki gest można tam spotkać jak przebywasz z ludźmi. Nie wiem ile masz lat, ale Kapu chyba więcej wiedział o świecie od nas wszystkich, bynajmniej nie tylko z książek.rnMnie najbardziej smuci, że wyborcza pluje najpierw na Herberta i Herlinga a teraz na Kapu. A krzyczy ratunku jak ktoś pisze jak Wałęsa sikał, a potem robi debatę nad sikającym pieskiem Cesarza. Kto pracuje w tej gazecie? Jakie studia trzeba skończyć by takie gnioty a la Zyzak i Domosławski wypisywać?rnCzas małych reporterów jak napisał Martin Pollack - nie trudno się domyślić w jakiej gazecie jest ich źródło.



2010-03-17 - Mariusz Szczygieł

Wyborcza pluje na Kapuścińskiego? Czytam ją codziennie, pracuję tam codziennie i nic o tym nie wiem.
Mam wyliczyć listę krytycznych tekstów o książce Artura, zamieszczonych w GW?
Wszystkie są tu, i te entuzjastyczne dla książki i te nie.

http://wyborcza.pl/kapuscinski/0,104742.html

Mam wrażenie, że cała nasza redakcja jest dokładnie podzielona na pół w opiniach o książce i Kapuścińskim. Dokładnie jak na debacie, którą zorganizowaliśmy jako Instytut Reportażu - zapis video tutaj:

http://muzeumproqm.artmuseum.pl/news.php?id=kapuscinski_non_fiction



2010-03-18 - ooo

Co to za bzdury jakieś "coacha Kapuścińskiego". To właśnie reporter Wojciech Tochman (ze źródła "małych reporterów" Gazety Wyborczej) poprowadził sąd nad książką i wcale nie był obiektywny jako prowadzący, był na TAK dla Kapuścińskiego i na NIE dla Domosławskiego, po co wrzucać wszystkich do jednego worka?



2010-03-18 - coach Kapuścińskiego

Tochman ma klasę, ale D. pracuje ciągle w Wyborczej. I ktoś tę debatę w gazecie.pl prowadzi, rzucił ideę, by debatować i rozreklamować gniota - i tu złamane zostało prawo Kapu - że z chamstwem rozmowa jest bezcelowa. Wiadomo teraz kto jest kim w tym świecie, ale Gazeta rzuciła masę negatywnej myśli po świecie i ktoś w redakcji dał na to przyzwolenie.
Widać jakie to prymitywy Stasiuk/D. /Kurkiewicz. Że też się państwu chce pracować w takim zespole redakcyjnym i wydawać u Stasiuka książki. Czyli Bartoszewski Czarne też by nazwał burdelem.



2010-03-19 - alex

Tochman nie miał klasy na tym spotkaniu. Prowadzący nie może być agresywny wobec autora, zionąć niechęcią, bardzo złe wrażenie. Nie popisał się. Prymitywny jesteś Ty coachu. Chcesz zabić wolność słowa i odbierasz prawo do innego zdania. Na całym świecie wydaje się takie biografie.



2010-03-19 - alexis

Do diabła z taką "wolnością słowa". Problem jest w tym, że takie chamy jak ty alex znajdują w tym kraju słuchaczy. Gadajcie o gniotach do siebie!



2010-03-19 - reakcja

Już nic nie rozumiem. W Wyborczej (wyborcza.pl - żródło) Artur Domosławski broni Kapuścińskiego i tego, że współpracował z SB i wywiadem. Tekst przeciwko tekstowi Kurtyki, który oskarża w Rzecz\pospolitej. Kto jest po jakiej stronie - pytam? Mam mętlik.
Choć książkę uważam za świetna, z krwi i kości człowiek, mam do pana Ryszarda wiecej szacunku teraz.



2010-03-20 - nomenklatura

Francesco Cataluccio: "Nie tylko w Polsce, także we Włoszech i gdzie indziej mamy do czynienia z takim zjawiskiem, że po śmierci kogoś wybitnego rozpoczyna się gra pod tytułem "trzeba obalić ten mit". W Polsce tak było po śmierci i Zbigniewa Herberta, i Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Szkoda, że Domosławski wpisuje się w tę grę, zamiast wykorzystać swój talent i determinację w innym celu." ("Przekrój")

"Un personaggio bifronte, Artur Domoslawski (...) L'allievo bifronte avanza instancabile tra ipotesi, ripensamenti, ipotesi alternative, con uno scrupolo investigativo che poi improvvisamente si impoverisce citando testimoni anonimi, come se ancora oggi la nomenklatura comunista fosse al potere." ("La Stampa", Kapuscinski, abuso di memoria)



2010-03-20 -

Won z Wyborczej Domosławski! Won z Polski!



2010-03-20 - alex

Dwa prymitywy, Tochman i coach, a coach uważa, że Tochman ma klasę. Jeśli masz taką jak Tochman, to rzeczywiście siedząc w bolszewizmie, wydaje Wam się, że siedzicie w Luwrze.



2010-03-20 - Mariusz Szczygieł

Szanowni Państwo,
chyba będę musiał niedługo łopatologicznie napisać, co to jest PISANIE reportażu czy literatury faktu. Na czym polega mechanizm pisania, który tylko ludzie chyba nie mający pojęcia o słowie pisanym, o literaturze mogą oceniać w systemie zero-jedynkowym: albo fakty, albo kłamstwo.
KAŻDE opowiadanie jest zawsze interpretacją.

Usiądę do tego w święta.
Pozdrawiam i proszę się tu nie obrażać nawzajem.



2010-03-20 - ziemowit

Nie rozumiem, dlaczego mój komentarz został usunięty. Chodziło mi o to, że
jak Wybitny był Wielkim Kłamcą, to co wtedy - nie ujawniać? Pytanie do Nomenklatury. Nie piszę teraz tu o przypadku Domosławski/Kapuściński ani o tej książce. Ale Herling-Grudziński całe życie wypierał z siebie swoje żydowskie pochodzenie. Miał do tego prawo, tylko czy badając jego twórczość, jego funkcjonowanie w społeczeństwie, jego wpływ na polską myśl, można o tym napisać? Czy respektować zasadę: skoro pan Herling sobie nie życzył, żeby ktokolwiek ujawniał jego pochodzenie żydowskie, to nie będziemy o tym wspominać. Bo mnie się wydaje to istotne.




2010-03-20 - alexis

Do reakcja: ta debata to nie jest sprawa współpraca SB kontra IPN.

Teraz to jest najczystsza walka dobra (Kapu) z miernotami, która jest ponad to.

Do alex: w bolszewizmie? To La Stampa pisze, że ta książka ukazała się tak jakby u nas ciągle była nomenklatura komunistyczna u władzy (anonimowe wypowiedzi, insynuacje...), Autor książki nadawałby się na takiego prokuratora z lat 50 wydającego wyroki śmierci. Zaczął od ojcobójstwa.

A Tochman jest wielki a D. mały.



2010-04-02 - arturb.

Tyle już powiedziano i napisano o książce Domosławskiego, że chyba warto aby każdy pozostał ze swoim zdaniem na jej temat. Przecież to nie wada, że jest jednocześnie dobra i zła, ciekawa i nudna, opisuje prawdę i kłamie, łamie tabu i ślizga się po temacie... Każdy z oceniających ma rację, tak samo jak każdy inaczej odczytuje "Cesarza". Życzę sobie aby nie zginął nigdy indywidualizm spoglądania i opisywania świata. U reporterów i ich czytelników. W literaturze i w dyskusji najważniejsza jest wymiana myśli o świecie. I tylko wymiana.



2010-04-04 - zainteresowana

Panie Mariuszu, w takim razie trzymam Pana za slowo i czekam na Pana tekst o tym, czym jest pisanie reportazu i czym jest literatura faktu.



2010-06-30 - Joanna

Ja też. To znaczy też czekam na tekst o reportażu. I literaturze faktów. Pozdrawiam.
Hej, ludzie! Mniej agresji, po co to?



2011-01-20 - Ksawera

Bardzo dziękuję za ten tekst. Mnie ta książka strasznie wkurzyła. Pomijam już kwestie ogólnie rozważane jak np. życie prywatne, karierowictwo, współpraca, kłamstwa itd. ale ten pan niemal na każdej stronie czegoś tam dowodzi na niekorzyść Kapuścińskiego. W jednym fragmencie pisze, iż jeszcze przed maturą zaproponował Kapuścińskiemu współpracę (patrzcie jaki ten Rysiek był już od młodego nasiąknięty ideologicznie!), by 300 stron póżniej przytoczyć czyjąś wypowieć, iż jaki duży wysiłek musiał Kapuściński podjąć by z chłopca z Pińska stać się intelektualistą (więc jak ten taki mało oczytany Rysio pisał do Sztandaru recenzje książek, sztuk teatralnych skoro był jeszcze takim prostaczkiem itd?).



Dodaj komentarz



Dziecko ma już rok!

Wrzenie świata ma rok. 10.09.10 otworzyliśmy księgarnię i mam nadzieję, że jej nie zamkniemy. W dzisiejszym warszawskim "Co jest Grane" (w dziale...


© 2006 Copyright by Mariusz Szczygieł. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.
Seo-CMS ®    Designed by Adicom

statystyka