„Przekrój” 47/200 z dn. 3.12.2009
Nowa Polska zaczęła się dla reportera Mariusza Szczygła od zakupu
pierwszej w życiu własnej polędwicy sopockiej. „Kilo siedemdziesiąt,
długa, pachnąca, różowa”. Kupił bez bicia się z ludźmi, bez krzyku, bez
poniżania. Odnotował to wydarzenie. Był 14 sierpnia 1989 roku.
Od zapisków Szczygła z początku lat 90., miejscami bardzo zabawnych,
zaczyna się ułożona przez niego rewelacyjna antologia reportaży
opisujących dwie dekady nowej Polski.
Małgorzata Szejnert, która po Hannie Krall objęła dział reportażu
w „Gazecie Wyborczej”, powiedziała, że reporter ma rozpraszać lęki
i nie pomijać ludzi, którzy słabiej niż on rozumieją rzeczywistość.
Reportaże wybrane przez Szczygła nie rozpraszają lęków. Celnie
natomiast pokazują ciemną stronę przemian, w które wskoczyliśmy bez
żadnych zabezpieczeń, i koncentrują się na ludziach. Autor wyboru
tłumaczy we wstępie, że interesowała go Polska widziana nie z Sejmu czy
z pierwszych stron gazet, ale ta, „która musiała sobie mentalność
w jeden dzień zrobić”.
Zebrane w antologii reportaże uświadamiają, że historia nowej Polski
to opowieść o tym, jak na długi czas „mieć” przysłoniło nam „być”.
Właściwie za cały opis początków kapitalizmu w Polsce ze wszystkimi
jego najmroczniejszymi uwikłaniami i konsekwencjami wystarczyłby słynny
reportaż Ireny Morawskiej „Wdowa Luiza idzie na »Dług«”. Perfekcyjnie
napisana opowieść znacznie bardziej niuansuje wydarzenia, niż pokazywał
to film Krzysztofa Krauzego zrealizowany rok wcześniej, w 1999 roku.
W tej historii jest wszystko, co charakterystyczne dla czasu gwałtownej
zmiany. W tekście reporterka odkrywa, że demoniczny Gerard
terroryzujący chłopców z dobrych domów to nie tylko ucieleśnione zło,
ale także człowiek, który sam jest szantażowany, ma żonę, dziecko, żyje
pod presją. Zabijają go jego ofiary, osaczeni przez niego młodzi
mężczyźni, którzy marzyli o wielkich pieniądzach. Po latach prezydent
ułaskawia jednego z nich. Już wolny, wychodzi z więzienia, wyjeżdża
do Islandii, ale historia długu i tam go dopada. Pozostali do dziś
odsiadują wyroki.
Można by pomyśleć, że przy tekście Morawskiej (skojarzenia
z Dostojewskim nasuwają się same) inne historie wypadną blado, ale
Mariusz Szczygieł ma ucho nie tylko jako reportażysta, ale także jako
autor antologii. Włącza do niej teksty reporterskich sław, choćby Lidii
Ostałowskiej, Katarzyny SurmiakDomańskiej, Pawła Smoleńskiego czy Jacka
Hugo-Badera. Składając książkę z historii, które od 1989 do 2008 roku
ukazały się głównie na łamach „Gazety Wyborczej”, ale też „Polityki”,
„Tygodnika Powszechnego”, zachowuje się jak wytrawny kurator, który
szuka najlepszego miejsca dla poszczególnych obiektów. Dzięki temu
w antologii błyszczą także reportaże debiutantów („Byłem uczniem ojca
dyrektora” Wojciecha Bojanowskiego) czy autorów jednego tekstu. Każdy
z nich dobiera się do innego fragmentu rzeczywistości.
Zbiór ujęty jest w klamrę dwóch reportaży Wojciecha Tochmana. Pierwszy,
„Człowiek, który powstał z torów”, to opowieść o mężczyźnie, który
ocknął się pewnego dnia z raną w głowie bez świadomości, kim jest, jak
się nazywa, co mu się stało. Stracił pamięć i tożsamość. Wszystkiego
musiał uczyć się na nowo. Dla Szczygła jego los to metaforyczna
opowieść o nas, Polakach, zaraz po upadku komunizmu.
Wybór zamyka reportaż „Wściekły pies” opisujący historię młodego
księdza, geja zarażonego wirusem HIV, który uprawia seks
w najczarniejszych spelunach Europy i jednocześnie bardzo kocha
Chrystusa. Ten tekst pokazuje, że po 20 latach wolności wróciliśmy
do punktu wyjścia. Wtedy nie znaliśmy swojej tożsamości, dziś możemy
w nich przebierać, ale pytanie, kim jesteśmy, pozostaje ciągle otwarte.
Autor antologii poprzedza każdy reportaż tytułem wymyślonym na potrzeby
wyboru. Niektóre z nich opatruje komentarzami, wychodząc z założenia,
że młodsi czytelnicy mogą nie wiedzieć, czym na przykład był serial
„Dynastia”. Dodatkową wartością są ilustracje rebusy grupy Twożywo.
Wszystko razem złożyło się na lekturę obowiązkową dla tych, którzy
lubią pamiętać.
Katarzyna Janowska