Tłumaczenie książek to niebezpieczne zajęcie. Dla
ludzi o silnej psychice. Przetłumaczysz coś i natychmiast ujawnia się sto osób,
które znają na pamięć nie tylko tłumaczoną przez Ciebie książkę w oryginale,
ale jej siedem innych tłumaczeń na języki europejskie i suahili. Udowodnią Ci,
że można było ją przetłumaczyć lepiej, a twoje błędy wstawią do internetu i
będą one tkwić tam do końca świata, a przynajmniej do końca elektryczności.
Zawód tłumacza jest dla mnie jednym z
najpiękniejszych zawodów, bo to coś więcej niż tłumaczenie zdań – to tłumaczenie
jednej kultury na drugą, nigdy jednak nie odważyłbym się nic przekładać. Raz
przetłumaczyłem tylko tytuł książki i natychmiast do mojego zakładu pracy
nadszedł donos, że przetłumaczyłem go źle.
Tytuł po czesku brzmiał „S Gottem v posteli”, co dokładnie
znaczy „Z Gottem w łóżku”. Jednak pościel brzmi po polsku tak wyrafinowanie,
tak wymownie, tak pikantnie, że zainspirowany tym słowem, postanowiłem książkę nazwać
„Z Gottem w pościeli”. Dla bohemistów z UW tytuł ten zabrzmiał nie jak owoc
mojej kultury literackiej, ale jak szkolny błąd tłumacza. Zareagowali od razu i
pouczyli mnie (w dwóch listach), że musi być „w łóżku”. (Choć ja do dziś
upieram się, że łóżko jest wyeksploatowane, a czytelnik na nie zobojętniał. Pościel
nie jest jeszcze zużyta i przyciąga uwagę). W każdym razie lekcję odebrałem i od
tej pory każdego dnia pilnuję się, żeby już nic nie przetłumaczyć.
Ceniona francuska tłumaczka literatury polskiej,
Margot Carlier mawia, że idealny tłumacz to taki, którego zegarek jest
nastawiony na taką samą godzinę jak zegarek autora. (Mój raczej by się
spieszył).
Milan Kundera, który swojej niechęci do złych
nawyków tłumaczy poświęcił sporo energii, uważa, że tłumacz musi być wierny
autorowi i nie rozumie, dlaczego, kiedy on pisze „autor”, tłumacz przekłada
„pisarz”; a kiedy on pisze „pisarz”, tłumacz przekłada „powieściopisarz”. Kafka
mówi „iść” a tłumacze „maszerować”…
Jak widać, tłumacz - jako człowiek sztuki - musi
mieć więc wrażliwość motyla i skórę hipopotama. Taką skórę ma chyba Antoni
Kroh.
Dokonał właśnie w dziedzinie przekładu czynu odważnego
i podejrzewam, że będzie musiał wiele wytrzymać. Przetłumaczył na nowo
„Przygody dobrego wojaka Szwejka”. Przepraszam: „Losy dobrego żołnierza Szwejka
czasu wojny światowej”, gdyż tak właśnie brzmi nowy tytuł powieści o Szwejku.
Przepraszam: tak brzmi stary tytuł powieści o Szwejku, tylko że przez ostatnie 80
lat mieliśmy do czynienia z efektem przestępstwa dokonanego na tej epopei przez
pierwszego tłumacza Pawła Hulkę-Laskowskiego. Przepraszam: drugi tłumacz, Józef
Waczków też dokonał molestu - zatytułował swój przekład „Dole i niedole dzielnego żołnierza Szwejka
podczas wojny światowej”.
Antoni Kroh, to historyk kultury, tłumacz, etnograf,
znawca Podhala, Czech i Słowacji, autor bestselleru „Sklep potrzeb
kulturalnych” o Podhalu i góralszczyźnie oraz wyśmienitej książki "O Szwejku i o nas". Dziś właściwie
już arystokrata inteligencji, który jest przekonany, że kiedy napisze, iż pierwszy
polski esej o Szwejku „miał bardzo mocny tytuł, bo brzmiał >Czeski
Rabelais-Cervantes<”, to znajdzie kogoś, kto doceni tę odwagę sprzed 80 lat,
a przynajmniej nie będzie się zastanawiał, czy Rabelais to szczep winogron.
Kiedy proponują mi udział w jakimś publicznym
spotkaniu obok Antoniego Kroha, zawsze odmawiam. Mówię, że nie wyobrażam sobie,
aby ministrant miał się wypowiadać przy papieżu.
Nie sądzę jednak, żeby zadomowiony tytuł „Przygody
dobrego wojaka Szwejka” wyparował z naszych mózgów. Kroh chce być wierny
oryginałowi. Tłumaczy we wstępie, że Osudy
dobrého vojáka Švejka za světové války to losy a nie przygody. Można
sprawdzić w słowniku, ale i bez tego da się zauważyć, że głód, więzienia, cień
szubienicy, powszechne zbydlęcenie i masowe rzezie to nie przygody. Jak
zareagowalibyśmy na książkę pt. „Przygody kresowiaków w syberyjskich łagrach” –
pyta. Voják zaś to po czesku
żołnierz. Po polsku ma odcień ironiczny i pobłażliwy a więc niezgodny z ideą
powieści.
Właściwie można przeżyć szok, jeśli uświadomimy
sobie, jak wadliwy był przekład Hulki, podstawowy przecież dla naszej wiedzy o
Szwejku. Proste zdanie: „Ale najgorsze, że zaczęły mu rosnąć uszy” u
Hulki-Laskowskiego stało się zdaniem: „Ale
najgorsze było to, że zaczął jednocześnie rosnąć”. Z niewiadomych
powodów uszy pominął. Buzeranti (po czesku „pederaści”) są przetłumaczeni
jako „panowie, którzy miewają takie rozmaite gusta”. Vykřičena místnost (po czesku „dom publiczny”) to dla Hulki „okrzyczany dom” i tak dalej.
Żeby dobrze przetłumaczyć tę książkę, trzeba znać
austriacką czeszczyznę, czeską niemczyznę, galicyjską polszczyznę, c.k. żargon
wojskowy, realia czeskie lat 20…
Antoni Kroh przyrównuje tłumacza do telefonu, który
nie wydaje osobistych trzasków i komentarzy, tylko wiernie przenosi słowa od
jednego rozmówcy do drugiego.
Drugi polski Szwejk („Dole i niedole…”) Józefa
Waczkowa to była rozmowa, tyle tylko że najgłośniejszy był w niej telefon. Zresztą
u polskich miłośników Szwejka jego przekład nie wzbudził entuzjazmu.
Jak zareagują teraz? Książka jest gruba, mało kto
zdążył ją w całości przeczytać, ale pierwsze web-odgłosy już są: „Nix Waczków,
nix Kroh! Tylko Hulka-Laskowski, tłumaczenie jedyne i kanoniczne!” albo:
„Zgroza! Na koniec zadedykuję nowemu tłumaczowi słowa jednorocznego ochotnika
Marka: człowiek wyobraża sobie, że jest gigantem, a jest gówniarzem, kolego”.
Nie będzie miał Antoni Kroh lekko. Ale Szwejk też
nie miał.
(Jaroslav
Hašek, Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu
wojny światowej, Tłum. Antoni Kroh, Znak 2009)
Data publikacji: 2010-06-16
Komentarze
2010-06-30 - Joanna
Lubię Pana opowieści, komentarze, reportaże... Czy mógłby Pan częściej pisać? P.S. A "Nowego Szwejka" przeczytam na pewno.
2010-07-01 - Mariusz Szczygieł
Dziękuję. Pracuję nad książką, która wyjdzie jesienią. Już mam 105 stron maszynopisu, jeszcze 25 i będzie OK.
2010-07-05 - Sylwia
Witam ! Czytanie zawsze dostarczało mi różnych emocji,jednak Pana sposób pisania wyzwala te emocje podwójnie. Muszę sobie to czytanie dawkować ,bo pochłania mnie całkowicie. Właśnie skończyłam reportaże "20 lat nowej Polski" ( inspiracja do lekcji z burzliwymi gimnazjalistami) , "Gottland" i i w poszukiwaniu -jeszcze czegoś -trafiłam tutaj. Dziękuję za wszystkie ciekawe teksty,które tu odnalazłam i które jeszcze z pewnością znajdę. Samych serdeczności.
2010-08-13 - Jacek Baluch
O Jezu, a cóż to za wojacy? Otwieraj nie bój sie to Polacy.rnPamiętacie? Więc nie mówcie, że po polsku ma być żołnierz. Antoni Kroh przłożył Szwejka bardzo dobrze, poprawił nonsensy rzeczowe Hulki-Laskowskiego, nie uległ pokusie stylistycznego poprawiania Haszka (jak Waczków), ale uwierzył niestety bohemistom-purystom że tytuł "Przygód dobrego wojaka Szwejka"jest źle przełożony. To akurat Hulka-Laskowski trafił (niemiecka tłumaczka też ma Abenteur, a więc przygody,i jest to słuszne, bo w tym zawiera się ironia wojennych przypadków Szwejka, przypadków, przypadłości itp., a njie żadnych "losów", "tarapatów", "doli i niedoli".Szkoda, ze Kroh wojaka przerobił na żołnierza. Czeska fojak, topra fojak, mówi łamana czeszczyzną wdowa po generale, odwiedzająca Szwejka w szpitalu.
2010-08-24 - Chmiel
Czytalem tlumaczenie Jozefa Waczkowa. Raz. Wiecej nie mam ochoty. Szwejk w tlumaczeniu Hulki Laskowskiego to poezja - slowa plyna jak u Tyrmanda. Nie interesuja mnie stylistyczne niuanse (mozna to nazwac ignoranctwem) tylko piekno narracji, jakosc jezyka i wsystkie te rzeczy, ktore sprawiaja, ze od Szwejka nie mozna sie oderwac. Mysle, ze bardzo trudno bedzie komukolwiek przetlumaczyc te ksiazke lepiej. rn
2010-09-02 - Nikaniema
Polska lubi tradycję - ba! jest gotowa za nią, jeśli już nie zabić, to na pewno śmiertelnie się obrazić. Nie ma znaczenia czy w tej tradycji mąci tłumacz, pisarz, malarz czy tak zwany człowiek zwykły. Tradycji w Polsce ruszać nie wolno. rnrnNie znaczy to oczywiście, że każde mącenie w tradycji jest cenne i faktycznie wnosi coś nowego. W ogóle rzeczy cenne są raczej rzadkie, stąd ich cenność.rnrnJeśli chodzi o pościel - czy tytuł oryginalny był w założeniu autora "nowalijką językową"? Myślę, że rolą tłumacza jest dobre oddanie oryginału, a nie popisywanie się własną fantazją. Na tym też moim zdaniem polega trudność tego zawodu: trzeba być wielkim i pozostać na drugim planie. :) Nie każdy to potrafi.
2010-10-18 - Remigiusz Kamiński
Szanowny Panie. Czytając fragmenty polskiego przekładu Hulki Laskowskiego Osudů dobrého... z ubolewaniem stwierdziłem, że ani z daleka nie oddaje on ani prawdziwej osobowości Josefa, ani rzeczywistej atmosfery oryginału. Josef nie był "genialnym idiotą" za jakiego go w Polsce (dzięki przekładowi ) uważa się a doświadczonym i mądrym człowiekiem. Myślę, (a może to jednoznaczna sugestia) iż dobrze by były aby podjął się Pan przekładu do polskiego dwu tomowej Encyklopedii pro milovníki Švejka od Milana Hodíka i Pavla Landy. Pomogło by to zrozumieć głębię tej książki i uświadomić w jak rzetelnych reaaliach historycznych jest ona osadzona. A tak w ogóle to niuanse Szwejkowego języka ciężko rzełożyć do polskiego języka. Koniec końcu język z doby Haška też jest przestarzały. Z podziwem dla Pana ..
2010-10-25 - Mariusz Szcz
Kłaniam się. Panie Remigiuszu, to było do pana Kroha? Prawda? Bo ja nie jestem tłumaczem i jak napisałem na górze, pilnuję się bardzo, żeby nic nie przetłumaczyć. Pzdr.
2010-11-07 - Remigiusz Kamiński
Szanowny Panie. Dwutomowa Encyklopedie pro milovníky Švejka wydana była przez wydawnictwo Academia Praha w 1998 i99 roku ISBN 80-200-0672-9 oraz 80-200-0781-4. Jak Czechom przystało opatrzona rejestrami i ładnie ilustrowana. Podobnie jak Pan jestem czechofilem (od 1978roku) i podobnie jak Pan oceniam Czechów, wśród których mam mnóstwo przyjaciół i paru wrogów. Szkoda, że Pan nie przekłada. Może ja się podejmę, bo naprawdę warto... Pozdrawiam z polsko-czeskiego pogranicza...
2011-03-02 - Stanisław Nowicki
Kłaniam się. "Szwejka" w tłumaczeniu Hulki-Laskowskiego czytam co najmniej raz na dwa lata, ostatnie kilka razy łącznie ze wspaniałą książką Antoniego Kroha. Tego ostatniego podziwiam za dogłębne znawstwo epoki i tematyki. W zasadzie zgadzam się z Panem Krohem w krytyce błędów tłumaczenia Hulki-Laskowskiego. Ale chyba nie sięgnę po jego tłumaczenie "Szwejka". Dla mnie ta stara, pożółkła, jeszcze w miękkiej oprawie książka Hulki-Laskowskiego stała się czymś więcej niż jednym z przekładów dzieła Haska. Ona jest jak film z Rudolfem Hrusinskim, jak "Dziwny jest ten świat" w wykonaniu Niemena... Nie chcę wychodzić z tej bajki.Pozdrawiam
2011-10-21 - Daniel K.
Będąc w Pradze w sierpniu kupiłem Pańską książkę Udelej si raj a w Levnych Knihach kupiłem Szwejka po czesku za 140 koron. w Londynie znalazłem Szwejka po angielsku ale jeszcze muszę go przeczytać. co do tłumaczenia tytułu to Kubuś Puchatek też jest niewiernym tłumaczeniem Winnie the Pooh, ale ci co robili zarzuty pani Tuwim przegrali bo tłumaczenie stało się klasykiem.